Pogotowie ratunkowe

Wczesnym popołudniem wracałem z zakupów. Był słoneczny, piękny, letni dzień. Szedłem pustym chodnikiem ze wzrokiem tępo wbitym w bruk. Kiedy uniosłem oczy, zobaczyłem sto metrów przed sobą człowieka, który zachwiał się, wsparł o pień drzewka rosnącego na rabacie oddzielającej chodnik od szosy, po czym padł w niskie zarośla i zaczął się miotać w konwulsjach. Niemal natychmiast przy chodniku zatrzymały się dwa samochody, podeszła korpulentna pani i jakiś pan w wieku około czterdziestu lat. Pochylili się nad leżącym. Kiedy do nich dochodziłem, kobieta zawołała do mnie:
– Ma pan telefon? Niech pan zadzwoni po pogotowie!
Nieszczęśnik wciąż był targany wstrząsami. Obok niego leżała stara reklamówka. Kobieta wyciągnęła z niej jakąś bluzę i podłożyła mu pod głowę.
Oczywiście nie pamiętałem, jaki jest numer pogotowia. Pamiętałem numer 112.
– Zadzwonię na numer 112 – stwierdziłem.
– Nie! Niech pan zadzwoni od razu na pogotowie, będzie szybciej! – powiedziała kobieta.
– Ale nie pamiętam, jaki jest numer pogotowia – wymamrotałem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *