Kapryśna wiosna. Koniec burdelu i korupcji

Czwarty dzień maja 2014 roku. Zimno i wietrzenie, ale ciężkie ciemne chmury malują niebo na przemian z pasmami błękitu, prognoza nie przewiduje deszczu.

Samochód zostawiamy w Owsiszczach, koło remizy strażackiej, wyciągamy rowery. Blisko stąd do granicy czeskiej. Wyjeżdżamy z dolinki; przy asfaltowej drodze, jeszcze po polskiej stronie, krzyż z napisem, zapowiadający tajemnicze przejście między językami, które tak mnie zawsze niepokoi.

DSC_5922
Krzyż przy drodze do granicy, Owsiszcze

Na spójnym obszarze inny język obejmuje władzę nad umysłami, trochę inaczej nimi kieruje i trochę inaczej nimi zarządza. Podjeżdża samochód na polskich rejestracjach, pan pyta o widoczny za lasem wiatrak prądowy. Jak podjechać? Nie wiemy, ostatnio go tu nie było. Po prawej mijamy nieczynną czeską strażnicę, jesteśmy już w Republice Czeskiej. Dalej lasem, potem przez Vřesinę, Bohuslavice, ścieżką przy której stoi piękna kapliczka poświęcona świętemu Hubertowi, potem po prawej Bolatice, i błądząc przez wymiatane wiatrem pola zjeżdżamy do Krawarzy. W Krawarzach spostrzegam wielki plakat wyborczy z hasłem Konec bordelu a korupce! Plakat zapadł mi w pamięć na tyle dobrze, że parę dni później sprawdzam w internecie. To hasło ruchu Úsvit přímé demokracie (Świt Demokracji Bezpośredniej). Jego założycielem i liderem jest Tomio Okamura, urodzony w Tokio syn ojca pochodzenia japońsko-koreańskiego i matki Morawianki. Dzieciństwo i młodość, jak podaje Wiki, spędził w Czechosłowacji, gdzie ukończył szkołę podstawową i technikum chemiczne. Następnie wyjechał do Japonii, gdzie pracował jako śmieciarz i sprzedawca jedzenia w kinie. W wieku 21 lat wrócił co Czech i rozpoczął burzliwą karierę, począwszy od nauczyciela japońskiego, przez wyłącznego przedstawiciela dużego japońskiego biura podróży na Czechy, wydawcę pisma Pivní magazyn, współpracownika BBC, a skończywszy na polityce. Zostaje niezależnym senatorem, kandyduje na urząd prezydenta republiki. W 2013 założony przez niego Úsvit zdobywa 6,9% głosów i wprowadza do parlamentu 14 posłów. Okamura, oskarżany o populizm i rasizm (podobno chciał wysiedlić czeskich Cyganów do Indii), głosi hasła walki z korupcją i odpowiedzialności karnej urzędników za ich decyzje. Przeglądam czeskie blogi polityczne – wytyka mu się niejasne finansowe zaplecze jego działalności. Tymiński, czy potencjalny Alberto Fujimori? Rozchwiane, biedne kraje, łapiące się ostatniej szansy, jaką wydają się dawać egzotyczni osobnicy.

Ciągle zimno, ludzi wokół pałacu w Krawarzach niewielu, ale na pobliskich polach golfowych graczy nie brakuje, odprawiają swoje niezrozumiałe dla mnie rytuały. Jeszcze raz pod pałac. Krawarze w 1630 roku dostał od cesarz Ferdynanda II Habsburga Michał Sędziwój (Jak widać to już dawna tradycja, że trudniący się polską dyplomacją za swoje zasługi otrzymują sowite wynagrodzenie od obcych dworów). Jego córka Weronika, po śmierci Sędziwoja w 1636 roku, poślubiła barona Jakuba von Eichendorffa. Ród Eichendorffów był w posiadaniu tej siedziby do roku 1782, kiedy Adolf von Eichendorff, ojciec niemieckiego poety romantycznego Josepha, tak mocno popularyzowanego na Górnym Śląsku, sprzedał ją z powodu długów.

Jesteśmy między Opawą a Ostrawą. Na północ, czy południe? Południe. Przejeżdżamy mostem nad rzeką Opawą, która niegdyś dzieliła Prusy i Austrię. Mijamy czeskie wioski, Mokré Lazce  i Háj ve Slezsku. Ta druga nazwa od lat mnie bawiła, wreszcie sprawdzam. Háj to las, zagajnik, gaj, a w Wiki, pod hasłem Háj ve Slezsku można znaleźć informację, że háj to „jasny las liściasty, w którym kwitną kwiaty”. Niesamowite. Las, w którym kwitną kwiaty? Brzmi to tajemniczo. Przy okazji można się dowiedzieć, że urodził się tutaj Vladislav Vančura, czeski pisarz, dramaturg, reżyser i scenarzysta, oraz Stanislav Bernard, właściel browaru „Bernard”. Bardzo to miłe wiadomości. Vančura napisał m.in. powieść Rozmarné léto (Kapryśne lato), sfilmowane w owym słynnym roku 1968 przez Jirzego Menzla. W Chabičovie, na skrzyżowaniu dróg wiodących do  Jilešovic i Dobroslavic, zatrzymuję się przy pomniku Armii Czerwonej. Pomnik błyszczy, odnowiony. Typowa forma brutalnego, prymitywnego ściętego ostrosłupa, przywodząca na myśl jakieś starożytne cywilizacje czczące bogów zła i mocy. W tej krainie alchemików, poetów i wytwórców piwa jest oczywistym dysonansem. Jakiś starszy Czech z jasnymi włosami zawiązanymi w kucyk zsiada ze swojego rowerku przypominającego składak i podchodzi. Mówi o czymś bardzo obficie, a ja patrzę na niego z powagą, potakuję, i nie rozumiem ani słowa. Zaczynam się niepokoić, że za chwilę się to wyda. Podchodzi J., też odzywa się do Czecha, ja wtrącam jakieś zdanie, i nagle zaczynam rozumieć prawie wszystko co tamten mówi. Jesteście z Polski? Tak, tak. A skąd? Ja jestem z Rybnika. (Uśmiecham się pod nosem, kiedyś przyznanie się do pochodzenia z Rybnika wywoływało czasem żarty, bo się kojarzył z zakładem psychiatrycznym i pytanie, czy jesteś z Rybnika, mogło oznaczać – czyś zgłupiał? A tu, w Czechach, gdzie wokół pełno rybników, też brzmi to dla mnie dość dziwnie). A tak, znam, mówi Czech, kiedyś, dawno temu, często tam bywałem, jeździłem zbierać ogłoszenia do gazet, polskie do czeskich, czeskie do polskich. Teraz już dawno nie. Ja nie mam nic przeciwko temu pomnikowi, czemu to byli winni ci biedni żołnierze?, mówi Czech. Patrzę na płytę, tam ani słowa o biednych żołnierzach, jest za to o Armii Czerwonej i dzielnych sowieckich generałach i pułkownikach. No i co to za czasy, w Odessie banderowcy. A jak się żyje w Polsce? Ciężko, ciężko, potakujemy z J. Czytałem, że jest dużo samobójstw w Polsce. Pewnie dużo, mówię. Zawsze byli samobójcy. Podobno najwięcej na Węgrzech (chociaż teraz, za Orbana, może mniej, dodaję sobie w duchu). Madziarsko, wyjaśnia J. Czech kiwa głową. Dużo młodzieży chce wyjechać z Polski, trzy czwarte. U nas tyle nie, mówi Czech. Ale też jest bezrobocie. Nie, tylu nie emigruje. A ile was jest? Czterdzieści milionów? Gdzie tam, było najwyżej trzydzieści osiem. Teraz dużo mniej, bo ze trzy, cztery miliony wyjechały, a może i pięć. Rozglądamy się, wyszło słońce, jest pięknie. Oddychamy pełną piersią. Uprawiacie jakiś sport?, pyta Czech. Oj nie, tak sobie na rowerach. Ja byłem siatkarzem, ale popsułem sobie przez to kolana. Skacze się, do góry, spadasz, do góry, spadasz, no i kolana cierpią. Teraz to już też tylko na rowerze, bez tego to bym zaległ! Wracam do Ostrawy. Wy też jeszcze daleko macie! Tak, dość daleko. Do widzenia! Czech uśmiecha się, bo przypomniał sobie to polskie pożegnanie – Do widzenia! Już nigdy się pewnie nie zobaczymy, jakie to dziwne.

W Jilešovicach podziwiamy przydomowe stadko lam. Nie zjeżdżamy do jeziora, ale wybieramy trochę dłuższą drogę, pniemy się stromo zygzakowatą szosą ku górze, do Dobrosławic. Jeszcze piękną leśną drogą, potem zjazd, z powrotem mostem przez Opawę, szosą wzdłuż jeziora do centrum Hluczyna. Wieczorny przystanek na opustoszałym ładnym śląskim rynku. Na skwerku kwitną czerwono kasztanowce. Światło już miodowe, a jeszcze trochę drogi przed nami. Już się nie zatrzymując pedałujemy na północ, przez Darkovičky, Darkovice i Hať. Ciemnieje coraz bardziej, przed nami las i sylweta wiatraka prądowego. Dzisiaj pracuje jak oszalały, wymachując stalowymi skrzydłami, demon-zwiastun nowych czasów.

W Owsiszczach w remizie kończą świętowanie, przy samochodzie stoisko, na którym pieką kiełbaski. Zapach drażni nozdrza. Toć to świętego Floriana, żołnierza cesarza Dioklecjana, który zamienił miecz na wiadro z wodą.

DSC_5925
Po prawej droga prowadząca do granicy

 

DSC_5928
Kapliczka poświęcona świętemu Hubertowi. Chrystus ukazujący się świętemu pod postacią jelenia z świecącą aureolą i krzyżem. Znacząca przemiana – staje przed oczami wszystko to co człowiek robił wcześniej i potem ze zwierzętami.

 

DSC_5931 DSC_5933

DSC_5934
Pałac w Krawarzach. Wcześniej zamek, własność Sędziwoja. Przebudowany przez Eichendorfffów.

 

DSC_5939
Pomnik Krasnoj Armii. Odnowiony, błyszczący.

 

W miejscowości o pociągającej nazwie, Háj ve Slezsku, urodził się Vladislav Vančura, pisarz i reżyser. Komunista, aktywny w czasie okupacji (prowadził literacką sekcję podziemnej organizacji), zamordowany przez Niemców w 1942 w ramach akcji odwetowej za zamach na Reinharda Heydricha. Kiedy oglądam charakterystyczne gęby tych czechosłowackich aktorów, które prześladowały polskich telewidzów przez dziesięciolecia komuny, doznaję jednak dość ambiwalentnych uczuć.

 

DSC_5943
Miejscami wzgórza, trzysta i więcej metrów, urozmaicające krajobraz

 

DSC_5944
Śląsko-morawskie przydomowe lamy

 

DSC_5955

 

DSC_5980
Na widok kwitnącego rzepaku nie potrafię się powstrzymać od robienia zdjęć

 

DSC_5987

Dodaj komentarz