Uszy

Poniedziałek wielkanocny, 9 kwietnia 2012. Słoneczny, choć zimny i wietrzny dzień. Bramą Morawską, na południe, pomiędzy Sudetami a Karpatami, starym traktem handlarzy i najeźdźców. Wody trochę na północ spływają do Bałtyku, wody trochę na południe zmierzają do Dunaju i Morza Czarnego. Prawdziwa granica między Północą i Południem.
Sztramberk, w tle Beskid Śląsko-Morawski. Nad miasteczkiem z nieco ponad trzema tysiącami mieszkańców góruje wieża (tzw. Trúba), wokół resztki zamku, w XIII wieku należącego do templariuszy. Biała Góra z wieżą widokową i spiralnymi schodami, ponoć celowo mającymi kojarzyć się ze strukturą DNA. Mnie się nie kojarzyły. Góra Kotoucz z jaskinią Šipka, gdzie pod koniec XIX wieku znaleziono fragment szczęki dziecka neandertalskiego. I szczątki przedhistorycznych zwierząt, co tak zapłodniło wyobraźnię Zdeňka Buriana, że jako malarz został specjalistą od rekonstrukcji tych zamierzchłych czasów. A także wziętym ilustratorem książek, np. powieści Juliusza Verne’a (ach ten styl!). Przy rynku muzeum Buriana.
Przed wspinaczką na Trúbę siadamy z przyjaciółmi na drewnianych ławkach przy Chacie doktora Hrstka (popularyzatora miasta z przełomu XIX i XX wieku). Poniżej z zaskoczeniem spostrzegamy ludzi biorących kąpiel w dymiących parą wannach.
Na jakiejś tabliczce piszą, żeby „ne běhat”. W mózgu tworzy mi się mimowolne połączenie i jednocześnie rozumiem (albo tak mi się tylko wydaje), co to znaczy, i dlaczego mój kolega z liceum nosił dziwne nazwisko Beh. A góra Kotoucz nagle przywołuje nazwisko mojej nauczycielki ze szkoły podstawowej. Odległe rzeczy łączą się ze sobą i posyłają sobie nawzajem pozdrowienia.
W sklepiku z biletami na Trúbę oglądam kamienie ozdobne. Z góry podziwiamy widoki, robię fotki. Schodzimy.
Przede wszystkim wszędzie uszy sztramberskie. Legenda głosi, że w czasie najazdu Tatarów mieszkańcy Sztramberku stoczyli zwycięską bitwę z najeźdźcami, przegnali napastników, po czym znaleźli w ich obozie wory pełne obciętych chrześcijańskich uszu. Co zrobili z tym znaleziskiem? Nie wiadomo. Jednak sztramberskie uszy stały się miejscowym specjałem cukierniczym. Nie można ich wypiekać w żadnym innym miejscu, tylko właśnie tu, sztramberżanie mają na nie poświadczoną formalnie wyłączność.
Skosztowałem dwa. Jeden kruchy i suchy, drugi miękki i wilgotny. Pachniały cynamonem. W jednej z cukierni na ścianie scena z Jasia i Małgosi. Chłopiec zamknięty w klatce czeka na upieczenie i zjedzenie przez Babę Jagę. To było już ponad moje siły.
Po spacerze na Białą Górę wróciliśmy na rynek. Městský Pivovar Štramberk. Miejski browar. Piwiarnia, niemal pusta o tej porze. To jest wasze piwo? Ano, sami robimy. Prosimy ćmawe piwo. Nie ma, wypite, zostało tylko jasne. Bierzemy jasne i siadamy przy drewnianym stole na zewnątrz. Piwo pyszne, dawno tak dobrego nie piłem.
Jest lany poniedziałek, ale nie widać chłopców biegających z sikawkami i polewaczkami. Za to spotkaliśmy kilku młodszych z witkami zakończonymi barwnymi wstążkami. Nikogo nie gonili.
Wracając zatrzymaliśmy się w Příborze. Krótki spacer, fotografuję pomnik Freuda i metalowy pomnik kozetki przed domem, w którym się urodził. Rynek příborski, przystrojone wielkanocnie drzewka i metalowa rzeźba, której współcześnie konwencjonalna groza chłodzi mój niepokój wywoływany niedającym się odepchnąć obrazem worka pełnego obciętych uszu.
Zmierzcha się. Przedmioty i rzeczy pozostają za nami, przedtem ich nie było, teraz znów ich nie ma. Ale to chyba tylko złudzenie. A jednak jaskiniowe niedźwiedzie zniknęły na sposób dość ostateczny. I neandertalczycy, i Tatarzy, i Zdeněk Burian. Sami powoli znikamy, nie mogąc w to uwierzyć, mając tylko nadzieję, że trochę dłużej potrwają choć te góry, których już nie widać.

 

 

Sztramberskie uszy. Cennik

 

Chata dr Hrstka, widok z wieży

 

  

Biała Góra. Wieża widokowa

 

Sztramberskie uszy, reklama

   

 

 

 

 

Dodaj komentarz