Pierdol się Polsko, rzekł Szczepan Twardoch

Na drzwiach Żabki, którą kilka razy w tygodniu mijam, a do której też czasem zachodzę na drobne zakupy, od dłuższego już czasu wisi napis: Tukej godomy. Napis jest zwięzły i wieloznaczny, dlatego bardzo mi się podoba. Najprostsze i oczywiste znaczenie jest takie, że w tym miejscu mówi się po śląsku. Ale nie wiadomo, czy mówi się też po polsku. Nie wiadomo też, czy jest to zachęta do mówienia po śląsku, czy też tylko uprzejme zapewnienie klienta, że jeśli się po śląsku odezwie, to zostanie powitany z przychylnością i zrozumieniem, a sprzedawcy będą się potrafili w tym języku (śląskim) sprawnie wysłowić.

Czytaj dalej Pierdol się Polsko, rzekł Szczepan Twardoch

Jabłko i pocisk

W czwartym zeszłorocznym numerze Czasu Fantastyki ukazał się mój szkic pod tytułem Chwytanie chwili. Początkowo miał mieć postać całkiem inną, pewnych materiałów z różnych względów nie dało się w nim pomieścić, zatem wykorzystuję to miejsce, by w jakiś sposób uzupełnić tamten tekst.

Cała sprawa rozpoczęła się od uwagi w biografii Richarda Feynmana, że szefem laboratorium MIT w czasie, kiedy studiował tam Feynman, był Harold Edgerton. Edgerton zajmował się między innymi zastosowaniem efektu stroboskopowego do fotografowania przebiegających bardzo szybko zjawisk. Krótkie błyski światła zsynchronizowane z szybko obracającymi się elementami maszyn dają efekt zamrożenia ruchu, co ułatwia śledzenie tego, co się naprawdę dzieje. Impulsy światła, oświetlające zaciemnioną scenę, pozwalają na sfotografowanie bardzo szybko poruszających się obiektów, np. pocisku w locie. Umożliwiają też wielokrotne naświetlenie kliszy i ukazanie kolejnych faz ruchu na jednej klatce filmu. To, co działo się zbyt szybko dla naszych zmysłów, między innymi dzięki Edgertonowi ukazało się naszym oczom.

edgerton 1
© 2010 MIT. Courtesy of MIT Museum.
Zdjęcie Edgertona. Pocisk kaliber 0.3 cala przebija jabłko. Scenę oświetla błysk o długości trwania 1/3 mikrosekundy.

Czytaj dalej Jabłko i pocisk

Cywilizacja trumien i cywilizacja popiołów

Reytanie. Upadku Polski Rymkiewicz stwierdza, że spisy cmentarne, zawsze dla badacza przeszłości ciekawe i ważne, dla niego były zawsze najciekawsze. „[…] kto gdzie leży, w jakim towarzystwie i pod jakim drzewem, w jakim kąciku, kto tam z kim rozmawia”.

Cała ta trumienna cywilizacja, powiada, odchodzi jednak do przeszłości, stopniowo zastępowana cywilizacją popiołów: „Ten teren niebawem zaniknie, bo nie będzie grobów i nasza cywilizacja grobów – choć może lepsza byłaby nazwa: cywilizacja trumien; albo: cywilizacja zwłok – tak zatem nasza cywilizacja trumien-grobów-zwłok niebawem się skończy – zostanie zastąpiona przez cywilizację rozsypanych popiołów. Umarli znikną – w ogóle ich nie będzie – nie będzie ani jednego umarłego – i o to właśnie chodzi cywilizacji, która chce być cywilizacją popiołów, ponieważ nie chce być tym, czym była przez wieki – cywilizacją trumien-grobów-zwłok”.

 

cmentarz

Czytaj dalej Cywilizacja trumien i cywilizacja popiołów

Ile warta jest literatura i do czego służy

Rob Walker i Joshua Glenn przeprowadzili ciekawy marketingowy, literacki i antropologiczny eksperyment. Przebiegał w kilku fazach. Otóż kupowali tanio w sklepach ze starzyzną bezwartościowe rupiecie i każdy taki przedmiot kojarzyli z pisarzem, który zgodził się wziąć udział w przedsięwzięciu. Autor pisał krótką wymyśloną historię, nawiązującą w jakiś sposób do przedmiotu. Następnie rzecz licytowano w eBayu, umieszczając w miejsce opisu opowiadanie, przy czym było jasne, że tekst jest fikcyjną fabułą, a nie prawdziwą historią licytowanego przedmiotu, bo intencją eksperymentatorów nie było oszukanie nabywcy, a prawdzenie, na ile potencjalna emocjonalna wartość dodana historii przełoży się na wynik licytacji. Wygrywający aukcję nabywca otrzymywał dodatkowo w przesyłce wydrukowany tekst opowiadania. Pisarz zachowywał przy tym swoje prawa autorskie do tekstu.

sigobj-two-covers

Czytaj dalej Ile warta jest literatura i do czego służy

Widmo Sławomira Mrożka niespiesznym krokiem

<<Nie ruszałem się więc z Krakowa przez dwadzieścia sześć lat. W ciągu tych lat nagromadziło się sporo z pozoru nieważnych zdarzeń, a potem odszedłem bardzo daleko i przez trzydzieści trzy lata życia żyłem na różnych kontynentach. Obecnie odnalazłem się znowu w miejscu nad Wisłą. W miejscu, które można obejść za dnia wolnym krokiem, nigdzie się nie śpiesząc. Otóż ilekroć wyszedłem z domu, nękały mnie owe „powracające widma”. Polegało to na tym, że pojawiał się podwójny czas: jeden bieżący i drugi – jako wspomnienie. Na przykład, przechodząc koło kościoła Mariackiego, widzę, że naprzeciwko idzie młody człowiek. Zbliżamy się do siebie i nagle orientuję się, że ten młody człowiek – to ja. Tylko że dzieli nas różnica wieku – pięćdziesiąt lat. Młody człowiek znika, zanim zdążę się do niego odezwać.>>

Baltazar. Autobiografia, Sławomir Mrożek

Slawomir Mrozek

Powyższy cytat z Mrożka wymaga jednak komentarza, dlatego po czasie wracam do niego.

Mrożek pisze o tym w swojej autobiografii, która miała między innymi cel rehabilitacyjny. Po udarze mózgu i wystąpieniu afazji, czyli upośledzeniu zdolności posługiwania się językiem, książka ta była częścią procesu leczniczego, jakiemu został poddany. Każdy, kto zetknął się z przypadkiem afazji musi przyznać, że rezultat okazał się nadzwyczajny. W przepychance między pisarzem a pacjentem pierwszy okazał się mocniejszy.

Czytaj dalej Widmo Sławomira Mrożka niespiesznym krokiem

Igraszki z czasem

Nowoczesna fizyka sugeruje, że być może czas jest tylko iluzją. Tak naprawdę istnieje tylko ogromna kolekcja różnych stanów, w jakich znajdował się/znajduje się/będzie się znajdował Wszechświat. Stany te można sobie wyobrażać jako skomplikowane zdjęcia. Taśma filmowa zawiera wiele kolejnych klatek, jej ruch w projektorze wytwarza złudzenie ciągłości i upływu czasu. Ale istnieją realnie tylko zdjęcia, gdyby taśmę pociąć na kawałki, z jednym zdjęciem na jednym kawałku, to pudełko z takimi wycinkami zawierałoby dokładnie tę samą informację.

SONY DSC

Czytaj dalej Igraszki z czasem

Czechomor. Głód metafizyczny

Czechomor to nazwa folkowego zespołu muzycznego powstałego w 1988 roku w Pradze. Zespół nazywał się wtedy Wolne Czesko-Morawskie Towarzystwo Muzyczne (Českomoravská Nezávislá Hudební Společnost). Później nazwa uległa skróceniu i kiedy ją zobaczyłem w czołówce filmu nazywającego się Rok diabła, to zaraz wydało mi się, że oznacza coś mrocznego, coś upiornego, a co najmniej metaforycznie trującego.

 

Rok diabła to film Petra Zelenki, tego samego, co nakręcił Braci Karamazow w scenerii hutniczej. Jest konstrukcyjnie podobny do tego ostatniego, bo to też oszukiwany dokument. Muzycy z Czechomora i inni grają siebie, ale nieco odmienionych, jakby ze świata trochę odkształconego tak, aby nabył cech metafizycznych. Czytaj dalej Czechomor. Głód metafizyczny

Schody

Istnieje projekt Volkswagena, który polega na tym, aby przy pomocy zmyślnych urządzeń technicznych dostarczać ludziom zaskakującej rozrywki i w ten sposób korzystnie modyfikować ich zachowanie, wzbogacając przy okazji środowisko miejskie, w którym egzystują. Jeden ze zrealizowanych pomysłów to grające schody, zamontowane na stacji metra Odenplan w Sztokholmie. Otóż do stacji prowadzą schody zwykłe i ruchome. Aby zachęcić ludzi do korzystania ze schodów stałych zamontowano na nich „klawisze”. Ludzie stąpając po nich powodują powstawanie dźwięków, tak jakby grali na jakimś instrumencie. Udostępniony filmik pokazuje, jak ludzie reagują na tę sytuację. Są zafrapowani i rozbawieni, i zdecydowanie chętniej korzystają ze schodów stałych. Czytaj dalej Schody

Ci, którzy wyskakują z tratwy

Większość z nas miała okazję poznać osobiście atrakcję, jaką jest spływ tratwą Dunajcem od Sromowców Niżnych do Szczawnicy lub Krościenka. Jest to żelazny punkt wycieczek w tych okolicach Polski. Sam doświadczyłem tej przyjemności, o ile dobrze pamiętam, dwukrotnie. Po raz pierwszy w czasach licealnych, na wycieczce szkolnej (jest to swoisty rytuał przejścia, wspólny całym pokoleniom Polaków, tworzący być może jedną z głębokich warstw zbiorowej nieświadomości). Po słowackiej stronie rzeki przebiega szlak pieszy i rowerowy, i spływający tratwami widzą po prawej stronie, powyżej, jadących rowerami, ci zaś widzą poniżej tych pierwszych. Szlak po stronie słowackiej, od Czerwonego Klasztoru do Leśnicy, przejechałem również dwukrotnie na rowerze. Za pierwszym razem udało mi się zrobić zdjęcie, które jest chyba jedną z najlepszych spośród wszystkich moich fotek. Czytaj dalej Ci, którzy wyskakują z tratwy

Chaotyczne uwagi na marginesie obrazków zmartwychwstania

W Wielką Sobotę wizyta na cmentarzu, przegląd zmarłych, drobne porządki, zapalam znicze. Piękna wiosenna pogoda, wokół przystrojone mogiły. Po powrocie patrzę, jak na wysokim świerku u sąsiada sroki budują gniazdo, znoszą patyczki, skrzecząc przy tym głośno. Wieczorem przy prysznicu włączone radio, Trójka. Strzępy audycji, rzecz się dzieje u Pawłowskich, gdzie częstują rybą wigilijną, sprawdziłem, tak piszą na stronie Trójki. Pisarz Paweł Huelle, ksiądz albo i dwóch, redaktorzy, rozmawiają o eschatologii. Czytaj dalej Chaotyczne uwagi na marginesie obrazków zmartwychwstania