O sterowaniu

W czasie jednej z rowerowych wycieczek w południowych Czechach natrafiliśmy na wąskiej leśnej ścieżce na przeszkodę. Drogę blokowała nieduża ciężarówka z platformą wyładowaną grubymi, równo przyciętymi pniakami. Na pojeździe zamontowana była ładowarka, która natychmiast przyciągnęła całą moją uwagę. Sterował nią Czech siedzący w kabinie, odwrócony do nas plecami. Teleskopowe ramiona ładowarki zakończone były zgrabnymi chwytakami, które z zadziwiającą zręcznością ściskały po dwa-trzy pniaki i z równie zdumiewającą szybkością i precyzją składały je na ziemi. A., jadąca jakieś sto metrów przede mną, przystanęła na chwilę, a potem zaczęła wolno mijać ciężarówkę. Właśnie w tej chwili szczęki ładowarki złapały kolejne trzy pnie i z przerażającą żwawością maszyna machnęła nimi w drugą stronę, tak że A. ledwo umknęła. Poczekałem chwilę, jakiś inny Czech wychynął z zarośli i coś krzyczał do pierwszego, ładowarka znieruchomiała i dopiero wtedy odważyłem się wyminąć ciężarówkę.

Z pewnością pamiętacie ładowarkę z Aliens Camerona. Ellen Ripley, po 57 latach dryfowania w kapsule ratunkowej w przestrzeni kosmicznej, zostaje przypadkiem odnaleziona i wysłana z oddziałem komandosów w misji ratunkowej na księżyc LV-426. Kiedy kolonialni marines przygotowują się do bojowego zrzutu ze swojego statku Sulaco na powierzchnię księżyca, Ripley oferuje swoją pomoc. A co potrafisz?, pyta jeden z żołnierzy. Dzielna kobieta wskazuje na imponującą kroczącą ładowarkę w kolorze żółtym i powiada, że ma uprawnienia 2 klasy do jej obsługi, i po chwili wprzęga się do maszyny, w swoich stylowych butach Reeboka. Tak właśnie, po 57 latach uprawnienia nie straciły ważności, a sprzęt na statku jest tak dobry, że wciąż używany jest bez żadnych poważnych modyfikacji. Przypomnijcie sobie ten człapiący niezdarny super loader – gdyby obcy zamiast niego zobaczył tę furkoczącą ładowarkę z czeskiego lasu, to zamiast rzucić się na Ripley, po prostu by uciekł. Jestem tego pewny.

Ładowarka do leśnych robót przypominająca zręcznością żywe zwierzę to tylko jeden z niekończącego się szeregu przykładów na ewolucję sprzęgów pomiędzy człowiekiem i używanymi przez niego urządzeniami. Jest tutaj coś niezwykle istotnego i pierwotnego. Naszymi narzędziami i maszynami sterujemy używając rąk, nóg, a w przypadku niepełnosprawności czasem wykorzystujemy do tego celu głos albo ruchy gałek ocznych. Eksperymentujemy z wykorzystaniem aktywności określonych obszarów mózgu. Po drugiej stronie nasze dłonie i stopy napotykają drążki sterownicze, kierownice, przyciski, klawiatury, pokrętła, myszki, joysticki, rękojeści i kolby. W przypadku pięściaka interfejs stanowi większą część narzędzia. Kostka Rubika cała jest sprzęgiem, nie ma elementu funkcyjnego, nie służy niczemu poza oddziaływaniem z użytkownikiem.

Przyjrzyjmy się przez chwilę dwóm wybranym przedmiotom użytkowym.

Proste, amatorskie aparaty fotograficzne są sterowane prawie wyłącznie poprzez dotykowy ekran, czyli przez interfejs wirtualny. Wszystkie ważne ustawienia wybiera się podróżując poprzez system kolejnych menu. Tymczasem aparaty profesjonalne zachowują rozbudowany zestaw sprzęgów mechanicznych – najistotniejsze parametry daje się szybko ustawić używając zestawu pokręteł i przycisków. To ciekawa opozycja – amatorski sprzęg wirtualny i profesjonalny sprzęg mechaniczny. Przy tej okazji warto zwrócić też uwagę na nieoczywisty sprzęg innego rodzaju – kształt, design korpusu aparatu fotograficznego. Korpusy profesjonalnych aparatów fotograficznych to połączenie dzieła sztuki i wyrafinowanej ergonomii.

I drugi z przedmiotów, ten, który właściwie zainspirował mnie do napisania tego tekstu. Radio jest w jakiś przedziwny sposób przedmiotem bardziej bajkowym niż na przykład telewizor czy komputer. Czy chodzi tu o to, że słyszymy głosy? Usłyszeć głos – to archetypalna fraza. Kiedy widzimy w telewizorze kilku osobników gadających przy stole, wytwarza to inny efekt niż niewidzialne głosy wydobywające się z pudełka, szczególnie kiedy ktoś, tak jak ja, pamięta radia z magicznym okiem.

Pamiętam ojca wracającego późno w nocy po drugiej zmianie i usiłującego wyłowić coś z szumów i chrypień wydobywających się z takiego właśnie radia, przebić się słuchem przez mur wznoszony z monotonnym uporem przez sowieckie zagłuszarki. Kilka tych stacji, które były słyszalne tylko w bardzo ograniczonym stopniu, jakieś strzępy zdań, nawet słów, które miały nieść niedostępną pożądaną prawdę. Wolna Europa, Głos Ameryki, BBC, Radio France International. No i dziwaczne, niezagłuszane, ale trudne do pojęcia w inny sposób maoistowskie radio nadające z Tirany. Jakże marzyłem wtedy o radiu, które jest takim miniaturowym okienkiem na świat, odbierającym z krystaliczną czystością głosy z całego globu, w różnych językach, które mógłbym stopniowo poznawać. Postawić na stoliku nocnym takie pudełko i słuchać wieczorem głosów przemawiających do mnie w egzotycznych mowach, z różnych kontynentów, tak wyraźnie, jakby kto stał obok.

Kiedy rodzicom zepsuło się niedawno kolejne radio, zacząłem szukać czegoś odpowiedniego. Na rynku pojawiło się mnóstwo odbiorników internetowych, z dostępem do wielu tysięcy stacji nadających w sieci. Jeden z oferowanych aparatów przyciągnął od razu moją uwagę.

Jest to sześcian o boku długości niecałych dwudziestu centymetrów. Jedną ze ścian zajmuje głośnik, przeciwległa ścianka mieści gniazdko słuchawkowe, miniaturowy wyłącznik i wtyk do kabelka USB (poprzez wtyk jednocześnie zasila się urządzenie, radio ma jednak własny wbudowany akumulator). Cztery pozostałe ścianki są gładkie, ponumerowano je jedynie kreskami, od jednej do czterech. Brak pokręteł, suwaków, czegokolwiek, co mogłoby nadawać się do sterowania radiem. Zgrabny sześcian z tworzywa ważący niecały kilogram.

Radio programuje się po podłączeniu kabelkiem do portu USB komputera. Bardzo prosty program umożliwia przypisanie kolejno numerom od jeden do cztery wybranych czterech dostępnych w Internecie stacji. Łączność z siecią odbywa się za pomocą sieci wifi. Wybór stacji po zaprogramowaniu polega na postawieniu sześcianu na odpowiednim boku (dostrojenie może zająć kilka sekund, w zależności do lokalizacji). Głośność zwiększa się przez odchylenie sześcianu do tyłu, zmniejsza przez pochylenie w przód.

Sześcian jest niewielki, daje się go postawić niemal w każdym miejscu. Głośnik jest całkiem dobrej jakości.

Tak oto ten niezwykły minimalistyczny przedmiot użytkowy w końcu przywędrował do mnie z przyszłości, która stała się już przeszłością.

freck
Przez ciemne zwierciadło

W A Scanner Darkly  jeden z głównych bohaterów, Charles Freck, wchodzi do swojego pokoju i włącza radio (zwykłe radio z pokrętłami). Postanawia popełnić samobójstwo. Dowiaduje się o tym z radia, które nagle zaczyna komentować i opowiadać jego historię. Głos radiowego spikera towarzyszy mu i opisuje jego kolejne poczynania. Ostatecznie Freck łyka prochy, popija dobrym winem i kładzie się do łóżka razem z przedmiotami, które mają (według jego wyobrażenia) zostać odnalezione wiele lat po jego śmierci przez archeologów przyszłości – niedokończonym listem do Exxona protestującym przeciwko unieważnieniu jego karty kredytowej na benzynę, i powieścią Alissy Zinowjewny Źródło.

To niezwykła scena. Sprzęgi między nami i naszymi urządzeniami są dwukierunkowe. Dzięki nim wydaje nam się, że sterujemy naszymi tworami, ale w rzeczywistości coś, co stoi po drugiej stronie, steruje i manipuluje nami, ogląda efekty swoich działań, ocenia nasze zachowanie i popycha nas dyskretnie ku przeznaczeniom, jakie sobie zaplanowało.

Dodaj komentarz