Nieustraszony Max Hodges fotografuje Kastora

Sobota zakończyła się pod znakiem Dalekiego Wschodu. Na spotkaniu urodzinowym u W. nasz przyjaciel Z. opowiadał o swoich dwu ostatnich służbowych wizytach w Chinach. Linia kolejowa Pekin-Szanghaj, 1300 kilometrów, szybkość 300 kilometrów na godzinę, szybkość maksymalna 380 kilometrów na godzinę. Podróż z Pekinu do Szanghaju w niecałe pięć godzin. Budowa rozpoczęta w kwietniu 2008 roku, 30 czerwca 2011 roku ruszyła regularna eksploatacja linii (Być może w takim czasie nie udało się dobrze rozprowadzić łapówek za zakup Pendolino). Zdjęcie ciągnących się w nieskończoność murów ogromnego więzienia-kopalni, zatopionego we mgle. Z. liczy ile już razy zdarzyło mu się jeść psa. Osiem razy.

W komunistycznych Chinach nie ma ubezpieczenia społecznego i zdrowotnego. Chińczyk nie płaci ZUS-u, wizyta u lekarza jest w pełni odpłatna, nie dostaje też emerytury. Przyjęcie, na którym uczestniczył potomek Konfucjusza, powściągliwy, kulturalny pan. Oblicza się, że żyje obecnie około trzech milionów Chińczyków pochodzących od tego filozofa.

Z. przywiózł z sobą jako prezent urodzinowy chińską wódkę w porcelanowej pękatej flaszce zdobionej w tradycyjne chińskie wzory. Zapach i smak stęchłych kartofli.

Za to J. opowiada o Maksie Hodgesie. Max jest amerykańskim fotografem żyjącym od roku 2000 w Tokio. Zajmuje się też programowaniem i handlem internetowym. Polscy programiści mają dobrą renomę na świecie, a potwierdzeniem tego jest zarówno syn jak i zięć J. Hodges nawiązał współpracę z tymże zięciem i przyleciał do Polski, na konsultacje do podpszczyńskiej wsi. Przy tej okazji zjawił się też na gospodarstwie J.

J. chlubi się pięknym psem wabiącym się Kastor. W każdym razie J. uważa, że Kastor jest piękny. Nazwał tak psa, bo jest to też nazwa drugiej co do jasności gwiazdy w Gwiazdozbiorze Bliźniąt. Kastor jest psem rasy cane corso, a jego przodkami były psy bojowe Rzymian, uczestniczące w bitwach i walkach gladiatorów, a w późniejszych wiekach w polowaniach na grubego zwierza. Jest to pies nieufny wobec nieznajomych i bardzo przywiązany do właściciela. Kiedy jest zły i szczeka, to nie wygląda na to, że sobie tylko żartuje, i że kły pokazuje ot tak sobie. Ma się raczej wrażenie, iż jest zdecydowany na to, by, jeśli mu się uda cię złapać, odgryźć ci rękę. Dlatego znajdujący się w pobliżu ludzie, nawet wtedy, gdy jest spokojny i trzymany na smyczy przez swojego pana, długo zastanawiają się, czy go pogłaskać, i po tym długim namyśle dochodzą do wniosku, że raczej nie. Z wszystkich tych cech psa J. jest nadzwyczaj zadowolony i powiada, że w wielu różnych okolicznościach Kastor może okazać się użyteczny, nie wspominając już nawet o nadchodzącym nieuchronnie czasie globalnego resetu.

Nie zrobiłem do tej pory żadnego zdjęcia Kastora, bo mówiąc prawdę na jego widok zawsze zapominałem, że mam ze sobą aparat. Jednak, jak wynika z relacji J., Max Hodges jest rasowym fotografem. Oczywiście podszedł blisko do ogrodzenia, za którym szalał Kastor, i obfotografował go. Być może Kastor znajdzie się w jego porfolio, kto wie.

Potem Max rozmawiał jeszcze z J. Jak można zobaczyć na stronie Maksa, trzy dni po uderzeniu tsunami w wybrzeże Japonii pojechał w dotknięty katastrofą rejon i robił tam zdjęcia. J. wyjaśniał mu, iż owe fale tsunami spowodowane zostały podwodnymi detonacjami bomb termonuklearnych. Trochę żałuję, że nie byłem świadkiem tej sceny. J. spogląda ze swoją zwykłą pewnością siebie, trochę bezczelnie, Max patrzy na J. i jego oczy robią się coraz większe, coraz większe i coraz bardziej okrągłe, jak oczy dziewczynek w japońskich komiksach.

Dzisiaj ból głowy, chyba po tej chińskiej wódce.

 

 

Dodaj komentarz