Wariat w autobusie

Tego wariata spotkałem w autobusie może trzeci raz. Tym razem przystawił się do jakiejś starszej kobiety, która chyba była z nim kiedyś na jakiejś pielgrzymce. Kiedy mówił do niej, nie zwróciłem na niego uwagi, nawet go nie rozpoznałem, mimo charakterystycznego, wysokiego głosu. Po prostu jego głośne ględzenie przeszkadzało mi w czytaniu. Mogło się wydawać,  że to jakiś zwyczajny gaduła, może przesadny ekstrawertyk, który znalazł ofiarę i atakował ją co kilka sekund wypowiadanymi na cały głos zdaniami. Jednak kobieta w końcu wysiadła, a wariat usiadł (przedtem stał przy siedzącej kobiecie) i po kilkunastu sekundach zaczął wyrzucać z siebie w przestrzeń kolejne frazy, nie adresując ich do nikogo konkretnego. A raczej do nas wszystkich obecnych, albo do wszystkich w ogóle. Teraz nie miałem już wątpliwości, że to on. Przestałem czytać.

Wariat opowiadał o swoich rozmowach ze zmarłymi. A może z aniołami. Albo ze zmarłymi, którzy zamienili się w anioły.

„A wy ludzie się nigdy o tym nie dowiecie, umrzecie, a się nigdy nie dowiecie. Za dużo też nie możecie wiedzieć. Kim są nieboszczyki? Są lepsi jak ludzie. Jak ja rozmawiam z nieboszczykami, to jest tak jakbym z wami rozmawiał. Trzeba wiedzieć, że zmarli mają większą władzę od nas. Ale ja z nimi rozmawiam. Oni znikają, za chwilę są z powrotem. Powiedzieli mi tak: Paweł, Paweł, ty będziesz z nami. Ja się na nich popatrzyłem… mówię: Patryku, Patryku, nie wiem czy będę z wami. Powiedział: Paweł, i tak będziesz z nami, i tak. Patryk na mnie patrzy, Patryk ma na imię. To są dusze nie potępione, to są dusze które są w czyśćcu. Które potrzebują modlitwy. To nie są dusze potępione, nie. Patryk mi mówi, że i tak będę z nimi. Z nimi, tak. Czy to nie jest piękne? Już za życia mi mówi, że będę po śmierci z nimi, no. Już za życia mi mówi, że po śmierci będę z nimi. Czy to nie jest piękne? Ja mówię: Patryku, będę z wami? Paweł, ty już od dzisiaj jesteś z nami. Ja zaznaczam, to nie są ludzie wręcz. Patryk, mój anioł, był cały na biało ubrany. Biała koszulka, białe tego… No jak go zobaczyłem, pochwaliłem go. Jak ty dzisiaj, kurwa, fajnie wyglądasz. Powiedział mi: Nie przeklinaj!”

To jedno jedyne plugawe słowo wypowiedział niewyraźnie, ciszej, ledwo słyszalnie, jakby tylko z obowiązku zdania sprawy z tego, jak owa rozmowa naprawdę się toczyła. Najwidoczniej wstydził się tego, że użył tego słowa, i przejął się upomnieniem.

Wariat.

Mówił potem jeszcze o tym, że nie skasował biletu, bo jego znajomego kontrolera nie ma i nie będzie kontroli. Ale czy ktoś naprawdę chciałby sprawdzać, czy skasował bilet? Czy można kontrolować kogoś, kto rozmawia ze zmarłymi?

Potem wyraził uznanie dla jakiejś młodej pary, że są ładni, i wysiadł.

Właściwie jego przesłanie okazuje się proste i całkiem sensowne. UMARLI MÓWIĄ: I TAK BĘDZISZ Z NAMI. A POTEM: TY JUŻ OD DZISIAJ JESTEŚ Z NAMI. I NAJWAŻNIEJSZE – NIE PRZEKLINAJ.

Ale kto by się dzisiaj przejmował takimi przesłaniami. Wszyscy przeklinają, nawet jeśli są już martwi, choć tego nie zauważają.

 

Jedna myśl do “Wariat w autobusie”

Dodaj komentarz