Czy bankomaty marzą o elektrycznych baranach?

Bohater powieści Philipa K. Dicka, Joe Chip, co rusz sprzecza się z drzwiami lodówki czy mieszkania. Te banalne w naszym świecie obiekty u Dicka uzyskują osobowość i zdolność do nacechowanej emocjami rozmowy z ludźmi. Nie chcą się otworzyć, póki Joe nie zapłaci. Tak oczywiście wygląda okropny kapitalizm – chcesz coś dostać, musisz płacić. Drzwi w naszej rzeczywistości również czasami otwierają się dopiero po wrzuceniu monety o odpowiedniej wartości, na przykład drzwi do niektórych toalet. Niemniej jednak na razie nie mamy sposobności, kiedy zabraknie nam bilonu, pokłócić się z takim urządzeniem. Czy to się kiedyś zmieni, i czy w jakichś okolicznościach ktoś może dojść do wniosku, że przydałoby się wyposażyć różnego rodzaju automaty w sztuczną inteligencję, która dysponowałaby siłą perswazji porównywalną z drzwiami czy automatycznymi taksówkami z powieści Dicka? Nie mam wątpliwości, że tak się stanie.

Czy próbowaliście kiedyś wypłacić większą kwotę z bankomatu przy pomocy karty? Pisząc o większej kwocie mam na myśli np. pięć tysięcy złotych. Otóż ja próbowałem i przekonałem się, że zdarza się, iż nie jest to operacja wcale taka prosta, jak mógłby ktoś pomyśleć. Załóżmy, że mamy na swoim koncie dostatecznie dużo pieniędzy. Powiedzmy, że ustawiliśmy limit jednorazowej wypłaty dla posiadanej karty dostatecznie wysoko. Wreszcie przyjmijmy, że w bankomacie jest dostateczna ilość gotówki. Czy to wystarcza, by posługując się prawidłowo swoją kartą dokonać wypłaty takiej kwoty, która nie przekracza ustalonego limitu i jest dostępna na naszym koncie? Inaczej mówiąc, czy możemy bez kłopotu wydostać z maszyny znajdujące się w niej swoje pieniądze? Niekoniecznie. I nie mam tu na myśli sytuacji, kiedy następuje jakiś wielki krach i na przykład zawiesza się wypłaty wszystkich oszczędności z banków.

Oprogramowanie bankomatów jest tak skonstruowane (przynajmniej bankomatów tej sieci, o której piszę), że co najmniej w pewnych sytuacjach jego działanie ma na celu zniechęcenie klienta do otrzymania pieniędzy, do których ma prawo i które są dostępne w maszynie.

Wiedząc o tym już z wcześniejszych doświadczeń, wybrałem się do centrum handlowego, aby pobrać dziesięć tysięcy. Wsunąłem kartę, zostałem zaatakowany reklamą nowego filmu, wprowadziłem PIN i przezornie wprowadziłem kwotę pięć tysięcy złotych. Bankomat wyświetlił komunikat informujący, że wystąpił błąd systemu i proponuje mi wypłacenie kwoty trzy tysiące sześćset złotych. Zbił mnie tym trochę z tropu; tymczasem za moimi plecami zaczęła się już ustawiać kolejka. Anulowałem transakcję. Wprowadziłem trzy tysiące. Bankomat zawarczał, wypluł dwadzieścia dziewięć stuzłotowych banknotów, dwie pięćdziesiątki, i wydrukował potwierdzenie. Kolejne trzy tysiące. Zachował się tak samo. Jeszcze raz. Tym razem warczał dłużej. W szufladce zobaczyłem stos samych pięćdziesiątek. Obejrzałem się za siebie, na czekających ze zniecierpliwieniem ludzi, potem odebrałem wydruk potwierdzenia. Czytam, już z trochę drżącymi palcami: kwota żądana – trzy tysiące złotych. Kwota wypłacona – tysiąc czterysta. A zatem łobuz chciał się mnie pozbyć tym razem dyskretniej, nie wyświetlając komunikatu przed transakcją, a tylko po prostu wydrukowując małymi literkami wynik swoich machinacji! Szybko liczę. Trzy plus trzy plus tysiąc czterysta. Razem siedem czterysta. No to jeszcze dwa sześćset. Tym razem bankomat nie kombinuje, warczy i wypluwa pięćdziesiąt dwa pięćdziesięciozłotowe banknoty. Odchodzę z kieszeniami pełnymi gotówki.

Co tu się zdarzyło? Powody tego zachowania są zapewne banalne, przypuszczalnie chodzi o zapewnienie większej płynności wypłat. Nie to przecież jest najciekawsze. Względnie proste urządzenie usiłowało mnie odwieść od przeprowadzenia legalnej czynności, stosując kłamstwo i podstęp.

Czy jest to jakiś znak nadchodzących czasów? Zapewne tak. Zarządzanie ludzkim stadem, obecnie przeprowadzane w dużym stopniu za pomocą massmediów, będzie wspomagane odpowiednio zaprogramowanymi automatycznymi systemami.

Zatęsknimy za automatami, z jakimi miał do czynienia Joe Chip. Były uczciwsze.

Opisane zdarzenie kieruje też uwagę ku drugiemu tematowi, z natury rzeczy nadzwyczaj dla każdego ważnemu, którego subtelność wymyka się jednak większości zainteresowanych. Tym tematem są pieniądze. Wydaje się, że wielka przygoda ludzkości z pieniędzmi znalazła się w punkcie krytycznym. A to, że, jak słyszę, w Szwecji rozważa się podobno delegalizację gotówki, jest może jednym z mniej ważnych tego objawów.

Dodaj komentarz