Tajemnica według Rymkiewicza

Jaka jest najgłębsza, najpierwotniejsza, najbardziej elementarna, nieodłączna cecha naszego istnienia? Tajemnica. Ponieważ jest właśnie taka, to w życiu codziennym nigdy o niej nie mówimy, staramy się o niej nie myśleć, nie brać pod uwagę. Jak człowiek, który idąc po cienkim lodzie próbuje nie myśleć o głębinie, która jest pod spodem. O tajemnicy mogą skowyczeć szaleńcy, oblekać ją w szaty wiary kapłani, a w zgrabne słówka poeci, snuć o niej niejasne dywagacje filozofowie. A właściwie jedyną rozsądną postawą, jaką powinniśmy wobec niej przyjmować, jest świadome jej istnienia, akceptujące milczenie. Ktoś, kto by starał się o niej mówić za wiele, budziłby naszą podejrzliwość, jak polityk, który za często odwołuje się do wzniosłych ideałów. Nie można za dużo powiedzieć o tym, o czym z natury rzeczy niczego nie wiemy. Ale ponieważ, zdając sobie z tego sprawę czy też nie, istniejemy w polu jej potężnego oddziaływania, jak na krawędzi czarnej dziury, która w końcu nas pochłonie, to oprócz tego, że wszystkie nasze sprawy mają w niej początek i koniec, to i sposób, w jaki ją oswajamy, albo ją odrzucamy, determinuje wszystko, co pomiędzy tym początkiem i końcem się nam przydarza.

Cała wartościowa literatura jest oparem wytwarzanym przez nasze umysły pod wpływem jej ciśnienia. Autorzy przyjmują wobec niej różne strategie. Ignorują, sugerują taką lub inna postać (która bywa płynna, jak w metaforze Ubika), szydzą, składają hołdy, wściekają się na nią, robią do niej miny, dają dowody pogardy, najczęściej nie przywołując przy tym jej imienia, wystrzegając się wspominania o niej wprost. Co interesujące, granica między tymi, którzy nie przyjmują do wiadomości jej istnienia, a tymi, którzy ją kontemplują i afirmują, nie oddziela tych, co są nastawieni religijnie, od tych, co nie wierzą. Wybitnym na to przykładem jest Rymkiewicz.

„Samuel Zborowski”, podobnie jak „Kinderszenen” i ‘Wieszanie”, wywołał zainteresowanie przede wszystkim ze względu na możliwe zastosowanie do bieżących politycznych utarczek. Sam Rymkiewicz to ułatwił, wikłając się w spory wstrząsające sceną publiczną, co zakończyło się żenującym procesem sądowym. Oczywiście w swoich książkach pisze i o Polsce, i o Polakach, o ich tożsamości, o wolności, i o tym, co jego zdaniem jej sprzyja, a co jest jej wrogiem. Jednak zaprząc Rymkiewicza do sporu o tradycję, wolność, warcholstwo, naturę narodu, czyli o to, co dzieje się wyłącznie między ludźmi, zatrudnić to co napisał do wyścigu robaków zamkniętych w butelce, usiłujących się z niej wydostać na plecach innych (mimo że sam autor wydaje się chętnie na to przystawać), to znaczy zrezygnować ze zrozumienia sensu jego książek.

Ponieważ to, co rozgrywa się pomiędzy ludźmi, jest tylko częścią o wiele większej całości, z którą potyka się Rymkiewicz.

W „Samuelu Zborowskim” jest rozdział zatytułowany „To nas nie widzi i nie słyszy”. Dwie strony, na których autor wprost przedstawia swoje przeczucia dotyczące tajemnicy. Przeczucia, bo z natury rzeczy tylko na nie jesteśmy skazani. A ponieważ pisze to wielki poeta, filozof, świetny prozaik, stary człowiek, i też po trochu szaleniec* w jednej osobie, to czytam jego słowa z uwagą i fascynacją.

 „Uzasadnione (właśnie tym, że niczego nie można się o niej dowiedzieć) wydaje się przypuszczenie, że i ona nic o nas nie wie. Podobnie jak ona dla nas, tak i my dla niej jesteśmy niedostępni – niewidzialni i niesłyszalni; nieujawniający się i nieujawnieni. Z tego, że jesteśmy dla niej niewidzialni i niesłyszalni, można wyciągnąć wniosek, że ona nie jest – niemal na pewno nie jest nami, nie jest z nas i nie jest w nas – gdyby była z nas, gdyby takie było jej pochodzenie, to bylibyśmy jej znani. Byłaby z nami spokrewniona. Ale nie jest – nie ma żadnego pokrewieństwa między nami a tajemnicą świata.”

Oto według Rymkiewicza tajemnica jest tak samo od nas oddalona, w ciągu całego naszego życia. Pozostaje w tym samym miejscu, nieruchoma. Nie ma między nią a nami żadnej wspólnej części. Nie wiemy o niej niczego, ale też i ona nie wie niczego o nas, jesteśmy dla niej niewidoczni, nieistniejący, szczelnie oddzieleni. Świat tajemnicy (może po prostu świat) jest wobec nas obojętny, nie pojmujemy jego znaczenia, nigdy się do tego znaczenia nie przybliżamy, nawet nie wiemy, czy ono istnieje. Dlatego jesteśmy niepotrzebni. Ale jednocześnie sama tajemnica, ponieważ jest „niedotykalna, niesłyszalna, niewidzialna, niedostępna” również jest niepotrzebna.

Mimo że brzmi to sugestywnie i mocno, to przecież równie prawdziwe (albo równie nieodpowiadające prawdzie) może być inne przeczucie. Na przykład takie, że granica pomiędzy nami i tajemnicą jest tylko złudzeniem, a my jesteśmy jej częścią – częścią tajemnicy, przy pomocy której przypatruje się sama sobie. A jeśli by tak było, to nie możemy bez niej istnieć, i w dążeniu do jej poznania, niemożliwym do zaspokojenia, zawiera się sens naszego życia.

* „Teraz powiem wam, kim był (kim jest) ten tajemniczy nieznajomy, który nachylił się wtedy – w sobotę o świcie, to jest 26 maja; o godzinie  4.27 – nad odciętą głową Samuela. To ja jestem tym człowiekiem z chustą […]”

 

3 przemyślenia nt. „Tajemnica według Rymkiewicza”

  1. A można spytać, jakie jest Pańskie podejście do Tajemnicy? Do Absolutu? Do wiary?

  2. Przypuszczenie Rymkiewicza, że tajemnica jest od nas całkowicie oddzielona, a my jesteśmy dla niej niewidoczni, jest być może spokrewnione z taką wizją świata, w której przejawia on wobec nas zupełną obojętność. Jest obojęty wobec naszego istnienia. Tajemnica jako ślepe monstrum to wizja oczywiście literacko/poetycko fascynująca, ale uważam, że takie przypuszczenie jest błędne. Nie jesteśmy oddzieleni od świata, na żadnym poziomie takiej operacji nie da się przeprowadzić. Dlatego nie jesteśmy – nie możemy być – oddzieleni od tajemnicy. Świat, rozpatrywany przez fizykę, jest jednak inny, żeby choć wspomnieć zasadę antropiczną.

    Jeśli chodzi o wiarę, to zawsze lepiej jest wiedzieć, niż być skazanym na wiarę. Wydaje się, że najlepszym narzędziem, jakie mamy do pozyskiwania wiedzy, jest fizyka. Ale jeśli się dokładniej przyjrzeć jej podstawom, to nieuchronnie dochodzi się do metafizycznych założeń, czyli punktu, w którym pewne stwierdzenia trzeba przyjąć bez możliwości doświadczalnej weryfikacji. Jeśli być ścisłym, to nasza wiedza jest pozbawiona fundamentów, jeśli odrzucić wiarę. Można oczywiście uprawiać fizykę nie zawracając sobie głowy jej metafizycznymi podstawami, i to się robi w okresach jej burzliwego rozwoju. Jednak po takich okresach następuje czas, kiedy przemyślenie tych podstaw na nowo może być konieczne.

    Tyle jestem skłonny dodać w kwestii mojego zdania o tajemnicy i wierze 🙂

    Jeśli natomiast chodzi o Absolut, to pracuję nad tekstem o Hugo de Garisie, ateiście, który nie odrzuca hipotezy, że nasz wszechświat został stworzony przez Boga. Wypowiedź na ten temat pozostawiam sobie na tę okazję.

Dodaj komentarz