Zabicie kosa

Czwartego maja zostałem świadkiem zabójstwa. Stało się to
przy śniadaniu, kwadrans po siódmej. Najpierw zobaczyłem przez okno wronę siedzącą naprzeciwko, na krawędzi dachu garażu. Przypatrywała się z zainteresowaniem, przekrzywiając głowę, temu, co rozgrywało się niżej, poza zasięgiem mojego wzroku. Jednocześnie na podwórku rozległ się przeraźliwy ptasi harmider i nie mogłem mieć żadnych wątpliwości, że właśnie dzieje się coś bardzo dramatycznego.

Przeszedłem szybko do sieni i przez wąskie okno w drzwiach zobaczyłem następującą scenę. Tuż pod oknem (tym kuchennym, przez które wcześniej widziałem wronę) okazała sroka dziobała zajadle leżącego bezwładnie młodego kosa. Wokół widoczne były ślady krwi, niewątpliwie pochodzącej od ofiary. Kos nie dawał znaków życia, ale dziobnięty kolejny raz, nagle zaczął podrygiwać i trzepotać skrzydłami. Sroka rozglądała się dość nerwowo, już świadoma mojej obecności za oknem w drzwiach, a dodatkowo niepokojona przez parę dorosłych kosów, które podlatywały z wrzaskiem i próbowały ją rozpaczliwie i całkowicie nieskutecznie odstraszyć. Dziobnęła młodego jeszcze kilkakroć, wreszcie przy akompaniamencie wzmożonego jazgotu rodziców odciągnęła go na środek placyku. Ptak zadrgał jeszcze raz i drugi, potem znieruchomiał, a sroka patroszyła go dalej. Kiedy zerknąłem już po śniadaniu, nie było śladu ani sroki, ani rodziców młodego, ani wrony. Na miejscu pozostały zwłoki kosa z wnętrznościami na wierzchu i trochę fruwającego na wietrze pierza.

Przypadek jest tu mało prawdopodobny. Tego samego dnia kończyłem bowiem lekturę Samuela Zborowskiego, a z pewnością podobna scena spodobałaby się Rymkiewiczowi. Tak więc ktoś, kto zarządza tym wszystkim, postanowił sprawić mi drobną niespodziankę i zainscenizował całe zdarzenie. Co nim przy tym powodowało, oprócz pewnego rodzaju poczucia humoru? O tym dowiem się we właściwym czasie, na razie muszę się zadowolić inspirującą mocą emocji, jakie przedstawienie we mnie wzbudziło.

Emocje. Czy para kosów długo przeżywała swoją walkę o życie młodego? Czy pamiętała ją jeszcze następnego dnia? Czy w jakiś istotny sposób zdarzenie wpłynęło na jej dalsze losy? Chyba nie będę daleki od prawdy podejrzewając, że podobne nieszczęście miałoby znacznie większy wpływ na parę rodziców ludzkich. Ktoś zmuszony do oglądania mordu dokonanego na własnym dziecku, nie zapomni tego do końca życia, tak długo, jak pozostanie świadomy.

Zdolność do przeżywania intensywnego i długotrwałego cierpienia,
pamięć o nim, świadczą o stopniu człowieczeństwa. Traumatyczne doznania odtwarzane wciąż na nowo w symulatorze umysłu mogą nas sparaliżować, doprowadzić do depresji i samobójstwa. Z drugiej strony zdolność do natychmiastowego przejścia nad nimi do porządku dziennego wzbudziłaby w postronnym obserwatorze uzasadniony niepokój.

Prowadząc krętą linię od bakterii, poprzez roślinę, muchę, rybę, jaszczurkę, ptaka, psa aż do człowieka, w pewnej chwili przekraczamy granicę, oddzielającą nieświadomość od świadomości, automatyzm odruchów od aktów woli. Dwa światy, z których pierwszy nic o sobie nie wie, a drugi pragnie poznać wszystko, łącznie z samym sobą. Gdzie jest ta granica? Czy wyznaczające ją miejsce jest ruchome? Czy świadomość jest koniecznym atrybutem inteligencji, czy tylko przypadkowym ewolucyjnym balastem, rodzajem garbu?

Na początek spójrzmy na to nadzwyczajne zdjęcie, by sprawdzić, czy bardzo się różnimy. Popatrzmy w oko ptaka i oko ryby. A potem w lustro.

Dodaj komentarz