Hop, szklankę piwa

Zacznę od roku 1921. Spółka Wydawnicza „Fala” wydaje wtedy Tumora Mózgowicza. Dramat w 3 aktach z prologiem. Jego autorem jest Stanisław Ignacy Witkiewicz. Ów dramat istnieje z pewnością na wiele różnych sposobów, a jednym z nich jest ten. Wskazany tutaj sposób jest podwójny. Po lewej tekst trwa całkowicie abstrakcyjnie i niematerialnie, natomiast po prawej nieco bardziej konkretnie, jako skan oryginalnego wydania, zatem z wszystkimi drobnymi śladami zużycia i stopniowego rozpadu.  Wzrok czytelnika zwraca się odruchowo ku prawej stronie, szukając oznak życia i przemijania, choćby zatopionego w cyfrowej żywicy internetowej strony.

Oczywiście to, że w takim czasie powstał taki właśnie tekst,  jest samo w sobie nadzwyczajne, ale teraz spójrzmy na stronę 39.

W roku 1977 Marek Grechuta zaśpiewał w Opolu piosenkę Hop, szklankę piwa i zdobył za nią Grand Pirx. Wtedy po raz pierwszy usłyszałem te słowa i już o nich nigdy nie zapomniałem:

Myśl w własne wątpia
zapuściła szpony
I gryzie siebie w swej
własnej otchłani
Lecz myśl ta czyja? Samo się nie myśli
Tak jak grzmi samo i samo się błyska.

A w roku 2010 Jarosław Marek Rymkiewicz wydał Samuela Zborowskiego. W swojej książce pisze o wielu niezmiernie frapujących rzeczach, a jedną z nich jest to, co miał do powiedzenia Nietzsche. W rozdziale Myślenie myślało przytacza Rymkiewicz stwierdzenie Nietzschego z Pism pozostałych, w tłumaczeniu Bogdana Barana: „Najbardziej dzieli mnie od metafizyków to, że nie zgadzam się z nimi, iż «ja» jest tym, co myśli; uważam raczej «ja» za  k o n s t r u k c j ę  m y ś l e n i a”. I jeszcze z Nietzschego: „dopiero myślenie ustanawia «ja», ale dotychczas wierzono  […] że w «ja myślę» tkwi coś bezpośrednio-znanego, a to «ja» miało być z góry daną przyczyną myślenia”. Rymkiewicz podsumowuje: „To tak jakby powiedzieć: zanim było «ja», myślenie myślało”.

Co robi z tym dalej Rymkiewicz, jakby nie było piękne, odkładam na bok, do moich celów wystarcza przytoczone.

Mam komplet. Witkacy, przybrał postać młodej, nieco nieżywej Ukrainki. Grechuta, siedzący na metalowej ławce, odmłodniały, zamieniony w mosiężny posąg, z prawą ręką wyciągniętą na oparciu ławki, w lewej dzierżący jakiś zwitek. Rymkiewicz, bawi się machinalnie zakrwawioną chustą. W zastępstwie Nietzschego. Douglas R. Hofstadter, z żółwiem pod pachą.

Samo się nie myśli, powiada pan. Może się samo błyskać, albo grzmieć, myśl potrzebuje myślącego, swojego właściciela, tego, który ją stwarza. Ale może nie koniecznie? Przecież t a k  n a p r a w d ę to kolejność jest odwrotna – najpierw wszystkie te procesy zachodzące w naszym mózgu, łączące się i wyłaniające z siebie świadomość. Myślenie jest zawsze wcześniejsze od myślącego, to ono go wymyśla. Nie da się zatrzymać na stwierdzeniu, że to człowiek wymyślił Stwórcę. Jeśli tak, to także człowiek jest wymyślony przez swoje myśli i w rzeczywistości nie istnieje, bo jest tylko wytwarzaną przez nie grą złudzeń-luster, które się nawzajem odzwierciedlają. Proces dekonstrukcji błyskawicznie posuwa się dalej i ostatecznie zatrzymuje przy rozgorączkowanym tłumie fizyków zapełniających znakami ogromne arkusze papieru w daremnym usiłowaniu uchwycenia ostatecznej teorii wszystkiego. Znika nie tylko człowiek, ale i wszystko inne.

Metalowy Grechuta uśmiecha się i mruczy pod nosem:

Punkt się rozprzężył w
n-wymiarów przestrzeń
I przestrzeń klapła
Jak przekłuty balon.

Dodaj komentarz